list córki do ojca

Były premier Włoch Aldo Moro Foto: Forum. Maria Fida Moro, córka byłego premiera Włoch Aldo Moro, zdecydowała się na zdumiewający krok. W poniedziałek wystosowała do papieża Franciszka listy do córki na początku były białymi wierszami, listami pocieszenia, miłości, nadziei dla Córki i dla samej autorki. Były one bardzo ważne w różnych okresach życia w relacji matki i Córki. Z biegiem lat autorka odkryła, że unikalne połączenie słów, głosu, serca w odpowiedniej chwili, daje niesamowite efekty i każda osoba potrzebuje takich słów i nawet więcej niż ma Tajemnica ostatniego publicznego zdjęcia zamordowanej Julii i jej córek. Data utworzenia: 22 listopada 2023, 6:30. Julia T. (†29 l.) zginęła ze swoimi córeczkami Darią (†4 l.) i Marią Tata, Dziś wieczorem chcę napisać do ciebie list. Wcześniej przez telefon powiedziałem ci, że chcę się przeciwstawić patriarchatowi, a ty odpowiedziałeś ze smutkiem, że nie muszę już dłużej opierać się patriarchatowi, ponieważ on już nie istnieje i że już zmiażdżyłeś swoje jaja. Obie córki bardzo przeżyły śmierć ojca. Po jego pogrzebie Marysia zaprosiła mnie na obiad. Wtedy poznałam prawdę o Ryśku. Miał raka i fatalne rokowania. Wiedział, że zostało mu kilka miesięcy życia. – Tata dał mi do zrozumienia, że coś sobie zrobi… On popełnił samobójstwo, mamo. Byli świadkowie! Manfred Mann Singles In The Sixties. Ignacy Potocki, marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego, odegrał w dziejach Polski pod koniec panowania Stanisława Augusta wielką polityczną rolę. Był to mąż stanu, tej miary co Hugo Kołłątaj, który jasno widział położenie Polski, wiedział, czego krajowi potrzeba i umiał dla niego pracować, a w potrzebie poświęcić się dla jego dobra i niepodległości. Należał on do twórców konstytucji Trzeciego maja. W Kościuszkowskiem zaś stał na czele Rządu narodowego. Uwięziony przez Moskali, osadzony wraz z Kościuszką, Niemcewiczem i innymi bohaterami w fortecy petersburskiej, pisywał z więzienia listy do córki swojej Krystyny, którą serdecznie ukochał. Krystyna, pełna wdzięku, szlachetności i nadzwyczajnych zdolności dziewica, była jedyną jego pociechą. W więzieniu o niej tylko myślał, jej przyszłością się troszczył. Po uwolnieniu ojca, młode to dziewczę, w którego sercu miłość dla Polski była również żywą, jak dla ojca, nie długo żyła. Umarła w kwiecie wieku. Słabe jej zdrowie wstrząśnione zostało klęskami ojczyzny, przy ratowaniu której widziała ojca swego, następnie zaś uwięzienie tego ojca do reszty zrujnowało jej organizm. Ignacy Potocki był niepocieszony po stracie ubóstwianej Krysi, śmierć jej złamała jego życie. Kilka listów, które z więzienia pisywał do niej, zachowały się w Archiwum Wróblewieckiem hr. Władysława Tarnowskiego. Pisane pod kontrolą Moskali, którzy nie pozwalali pisywać po polsku, nie zawierają w sobie faktów historycznych. Ponieważ jednak są pamiątką po wielkim mężu stanu i odsłaniają nam serce jego rodzicielskie, nie będą obojętnymi jak sądzimy dla czytelników. postać Ignacego Potockiego nie została jeszcze dokładnie opisaną. oczekuje ona swojego biografa. listy te będą więc i dla niego pożądanym materjałem. Podajemy je w oryginale i w tłumaczeniu pana Feliksa Lewickiego. W końcu nadmienić musimy, iż jak teraz, tak i za czasów Katarzyny więźniom politycznym pod tym warunkiem pisywać dozwalają, iż w listach swych ani jednem słowem nie wspomną o złem z nimi postępowaniu i skarżyć się nie będą na złe swoje losy. Ztąd to w każdym z listów więziennych, w różnych epokach niewoli pisanych, powtarza się ta sama zwrotka o ludzkiem i uczciwem postępowaniu dozorców Moskali. Znajdujemy ją i w listach Ignacego Potockiego. Więzienie jego podobnie jak Kościuszki było przykre bardzo, dopóki żyła Katarzyna, która pod względem okrucieństwa zrównywała się z największymi tyranami. Wstąpienie na tron Pawła I odmieniło los więźniów. Odwiedził on Kościuszkę i Ignacego potockiego za kratami i sam im przyniósł wolność. Jego sympatia dla Polaków nie była udaną, tak samo jak nie była udaną wdzięczność, jaką dla niego czuli uwolnieni więźniowie. I. St. Petersbourg le 8/19 Janvier 1795. Ma bien aimée Krysia. — Il m’ est permis de t’écrire; quelle consolation pour moi. J’en profite sur le champ. Apprends que j’ai fait mon voyage jusgu’à Petersbourg sans accient. A mi-chemin, une tumeur superficielle s’était manifestée sur mon pied gauche, mais ceci ne m’a pas empéché de continuer ma route. J’ avais pris des précautions, pour que le mal n’empira pas, et grace aux soins que l’on me donne, mon Erisipele n’aura pas de suites. En général je suis traité ici avec douceur, honnèteté et générositè (!?). Ainsi, mon enfant, je te conjure de modérer ta douleur, la raison chez toi en bonne amie doit être de toutes les heures. Tu connais, ma chère Krysia, l’intéressant tableau de la charité Romaine, la fille qui y nourrit son père n’a pas du tout le ton pleureux. Mille amitiés à Mlle H. Dans des moments d’ une trop grande sensibilité, grondez vous réciproquement, et toujours en mon nom. Que cette lettre soit aussi pour Me C. N’oublie pas la petite société; et tous ceux qui te soignent. Penser à toi, et lire remplisent jusqu’ à présant mes journées. Tu devines que je pense, plus que je ne lis, et je t’embrasse bien tendrement même pour cela. Ignace Potocki. 187 376 2208 80 Droga Matulu, Drogi Tatku!Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i Zdzisiek też wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Nasze Rokicice Górne się nie umywajo. Niech szybko przyjeżdżajo i się zapisujo, póki som jeszcze wolne miejsca. Najpierw było mi trochę głupio, bo trza się w wyrku do 6-tej wylegiwać, że aż nieprzyzwoicie człowiekowi... Żadnych bydląt karmić, doić, gnoju wywozić, ognia w piecu rozpalać... Powiedzcie Heńkowi i Stafanowi, że trza tylko swoje łóżko zaścielić (można się przyzwyczaić) i parę rzeczy przed śniadaniem wypolerować. Wszystkie facety muszo się tu codziennie golić, co nie jest jednak takie straszne, bo -uwaga- jest ciepła woda. Zawsze i o każdy porze!Powiedzcie Zdziśkowi, że jedynie śniadania dajo tu trochę śmieszne, nazywajo je europejskim. Oj cinko się musi w tej Europie prząść, cinko... Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do tego jakieś ziarenka, co to by ich nawet nasze kury nie ruszyły, z mlikiem. Żadnych kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mliku! Na szczęście chleba można brać ile dusza zapragnie. (Koledzy przezywajo mnie od tego Bochenek...) Na obiad to już nie ma problemów. Co prowda porcje jak dla dzieci w przedszkolu, ale miastowe to albo mało jedzo, albo mięsa wcale nie tkną... Chore to jakieś czy co? Tak więc wszystko czego nie zjedzo przynoszą do mnie i jest miastowe to w ogóle dziwne jakieś som... Biegać to to nie potrafi. Bić się też nie... Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas co ranek, ino nie z wiadrami. Krótkie takie. Jak z naszy remizy do kościoła w Rokicicach Dolnych. Po dobiegnięciu na miejsce to miastowe tylko gały wybałuszajo i dyszo jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego ale wymiotujo przy tym i to czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to jeszcze w maskach ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadajo. Na ćwiczeniach z walki wręcz to lekko takiego ściśniesz... i już ręka złamana! To pewnie z ty kawy co ją litrami chlejo, i przez to mięso, co go to nie jedzo! Najsilniejszy jest u nas taki Kozłowski z Rembowic koło Gałdowa, potem ja. No, ale un ma 2 metry i pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72 kg... bo trochę mi się łostatnio od tego wojskowego jedzenia teraz uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi, Garbatemu Bronkowi i Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za strzelanie!!! A tak mówiąc szczerze, to nie wiem za co... Ten czarny łeb na tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie rusza jak te nasze dziki i zające. Ani nikt nie strzela do ciebie nazad, jak to u nas bracia Bylakowie, z tych ichniejszych dubeltówek. Naboje - marzenie... i w dodatku nie trzeba ich samemu robić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować i każdy co nie ślepy trafia bez celowania! Nasz kapral to podobny do naszej belferki Gorcowej z Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co mu chodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode mnie szklankę tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie trafił. Ganiał potem cały czerwony na pysku po tym samym placu, a potem przez pół dnia nie wychodził z kibla. Kazał mi następnego dnia rano butelkę tego frankowego samogonu do samego dna raz. No i co? I nic! Normalny samogon, taki jaki znam od znowu wybałuszył gały, a tera ciągle gapi się na mnie podejrzliwie, ale mam już święty wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Niech szybko przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne Was wszystkich córka Marysia Oglądany: 187376x | Komentarzy: 80 | Okejek: 2208 osób Zobacz też Jeśli będę widział swoją córkę uśmiechniętą przy Tobie, być może i ja się kiedyś do Ciebie mojej córki!Poznaliśmy się w końcu. Słyszałem o Tobie dużo dobrego; mieliśmy się zobaczyć po raz pierwszy na nartach, ale moja żona nalegała na wspólną kolację kilka dni przed wyjazdem. Kiedyś kumpel, który ma już dorosłą córkę, powiedział, że rodzicielstwo to ciągła nauka powolnego tracenia własnego wczoraj z córką do kuchni, jak kroiłem warzywa. Zmierzyłem Cię wzrokiem i pomyślałem: „A więc to ten, przez którego niemal całkowicie stracę najukochańszą osobę…”. Skaleczyłem się wtedy w palce i teraz źle mi się wiem, Kolego, czy tak wyobrażałeś sobie początek naszej znajomości. Niby fajna atmosfera, półsportowa elegancja, żarty, żarciki… Ale jak przy stole poprosiłem Cię o podanie sałatki, to tak Ci się dłonie trzęsły, że upuściłeś salaterkę na podłogę. Nie martw się – u mnie masz plusa, bo nie lubiłem tej salaterki w pstrokate, kwiatowe wzorki. Poza tym pies wszystko zjadł z podłogi i nie musiałem mu dawać jeść przed spaniem. Kamień spadł Ci z serca? Nie tak prędko – u mojej żony masz mocnego minusa, bo okazało się, że pies jest uczulony na także:List otwarty do Rodziców pełnoletnich dzieciTu chodzi o moją córkęDługo wahałem się, czy napisać do Ciebie ten list, wiesz? Nie lubię udzielać rad. Swoje już przeżyłem, ale nie jestem typem mentora, który na wszystkim zna się najlepiej. Znam się co prawda na kilku rzeczach, ale nie lubię mędrkować, bo zawsze jest ktoś, kto jest w czymś ode mnie lepszy. Tu jednak chodzi o moją córkę. W tym jestem największym ekspertem świata. Dlatego robię wyjątek. zaskoczę Cię, jeśli powiem, że chcę, aby moja córka się uśmiechała. Niech się uśmiecha, widząc Ciebie co rano, niech się śmieje na dobrych komediach, które będziecie razem oglądać w ponure, zimowe wieczory, niech się uśmiecha, gdy wyobrazi sobie dalsze życie z tobą, niech za kilkanaście lat uśmiechnie się na wspomnienie ciepłych emocji i chwil, które razem zobaczę, że rechoczecie oglądając wspólnie show Kardashianów, to Twój następny uśmiech będzie uśmiechem ulgi na widok pielęgniarki z podwójną dawką morfiny. Pomyśl, że będziemy się często widywać. Jeśli będę widział swoją córkę uśmiechniętą przy Tobie, być może i ja się kiedyś do Ciebie także:Córeczka tatusia. Rozpieszczona królewna czy odważna wojowniczka?Jeśli ją skrzywdzisz…Jeśli ją skrzywdzisz… Nic nie zrobię. Tak, dobrze przeczytałeś. Nie zareaguję. Oboje jesteście dorośli i macie mózgi. Znając swoją córkę i jej gust, ze swojego nawet robisz użytek. Załatwiajcie swoje sprawy między sobą. Jeśli skrzywdzisz ją drugi raz, obstawiam, że stracisz jej zaufanie. Przyjdzie do mnie, a ja ją mocno przytulę i powiem, że choć jest silną i piękną dziewczyną, zawsze może na mnie liczyć. To będzie Twoja trzecia i ostatnia szansa. Jeśli skrzywdzisz ją trzeci raz… Cóż, Twoje zwłoki nie zostaną ją. Pilnuj, jak będzie chciała zrobić jakąś głupotę. Ufaj i nigdy nie zawiedź. To cudowna dziewczyna, owoc miłości, której też i Wam życzę. Jeśli już jesteś tym nieopierzonym ogrodnikiem i pokusiłeś się o zerwanie tego owocu z gałązki mojego drzewa, to wiedz, że to najwspanialszy owoc świata. Dbaj o niego i opiekuj się nim. Jasne, będziecie się kłócić. I dobrze. Ale nigdy nie chodźcie spać obrażeni na siebie. Ojciec chrzestny mojej żony powiedział na naszym ślubie, żeby słońce nigdy nie zachodziło nad naszym gniewem. Trzymamy się tej wymagającym przyszłym teściem? Chyba nie… Potraktuj z przymrużeniem oka część tego, co napisałem. W stu procentach napiszę, że od dziecka dawałem córce masę miłości. Jest jej pełno w naszym domu. Chciałbym, żeby znalazła miłość w domu, który stworzy razem z będziesz moim najlepszym także:Żona, mąż, córka, pracownik – to nie życiowa rola, to tożsamość Dzień Ojca obchodzimy już 23 czerwca. Sprawdź, jak sprawić radość tacie z okazji jego święta i jakie życzenia będą najlepsze z okazji Dnia Ojca. evgenyatamanenko/Getty ImagesJak złożyć życzenia z okazji Dnia Ojca od córki? Tata to pierwszy mężczyzna w życiu kobiety, z którym nawiązuje ona bliską relację i staje się dla niej wzorem. Często ta szczególna więź z dzieciństwa jest pielęgnowana również w dorosłym życiu. Podpowiadamy, jakie życzenia na Dzień Ojca sprawią mu największą radość i co zrobić, żeby to ważne święto obchodzone 23 czerwca było treściJak składać życzenia z okazji Dnia Ojca? Osobiście czy SMS-em. A można wysłać tacie wiadomość na Messengerze?Jak sformułować spersonalizowane życzenia na Dzień Ojca?Pomysłowe życzenia na Dzień Ojca od córki. Wzruszające, zabawne i niebanalne wierszyki oraz cytaty dla taty Jak składać życzenia z okazji Dnia Ojca? Osobiście czy SMS-em. A można wysłać tacie wiadomość na Messengerze?Życzenia z okazji Dnia Ojca najlepiej złożyć osobiście. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Często mieszkamy daleko od siebie albo usprawiedliwiamy się brakiem czasu. A może w tym roku warto wziąć wolny dzień, żeby odwiedzić tatę i spędzić z nim dzień? Taka niespodzianka od córki na pewno sprawi mu wiele radości i pokaże mu, że jest nam szczególnie bliski. Jednak, jeśli ojciec pracuje zawodowo, warto z nim to wcześniej ustalić. Spontaniczne spotkanie może być wprawdzie nie lada niespodzianką, ale zwyczajnie możemy nie zastać ojca w domu lub będzie zajęty pracą i pomysł spali na z okazji Dnia Ojca możemy też złożyć na tradycyjnej lub elektronicznej kartce pocztowej, mailem lub Messengerem, za pomocą wiadomości SMS, na ozdobnym bileciku lub w klasycznym liście (możemy go dołączyć do upominku i wysłać np. kurierem). Niestety często relacje córek z ojcami są chłodne i nie mamy ochoty ani siły na osobiste składanie tacie życzeń. Nie rezygnujmy jednak z nich zupełnie. Wykorzystajmy Dzień Ojca i wyciągnijmy rękę na zgodę, próbując ocieplić wzajemne sformułować spersonalizowane życzenia na Dzień Ojca?Życzenia z okazji Dnia Ojca powinny być spersonalizowane i wyjątkowe, żeby tata poczuł, że jest dla nas ważny. Starajmy się unikać sztampowych formułek, przaśnych rymowanek i puśćmy wodze fantazji. Najlepsze życzenia na Dzień Ojca to te, które wymyślimy samodzielnie. Pokażmy mu, że jest dla nas wyjątkowym i bliskim sercu mężczyzną. Warto więc życzyć tacie nie tylko zdrowia, ale też np. dużo miłości i realizacji życzenia na Dzień Ojca od córki. Wzruszające, zabawne i niebanalne wierszyki oraz cytaty dla tatyMożemy zdecydować się jedną z konwencji życzeń z okazji Dnia Ojca, dostosowując ją do osobowości i upodobań i klasyczne życzenia z okazji Dnia Ojca od córki:– Dziękuję ci Tato za to,że dostosowałeś swoje życie do za pewność,że nie ma na świecie nic cenniejszego,niż Twoja miłość do Tobie czuję się wartościową,wrażliwą i wyjątkową Ci Tato za to, że jesteś przy mnie na dobre i na złe.– Ukochany Tato,kiedy przytulam się do Ciebie,ogrzewasz mnie, jak słońce na błękitnym ramiona sprawiają, że czuje się Cię najmocniej na świecie.– Najlepszy Tato, dziękuję Ci za to, że jesteś przy Ci samych cudownych chwil, życia w miłości i Twoje pokłady energii na realizację marzeń nigdy się nie najcudowniejszego i najpiękniejszego!Zabawne wierszyki na Dzień Ojca:– W dniu Twego święta ślę Ci życzeniaogromnego w życiu świat, mój tato drogi,nie rzucał Ci kłód pod szczęścia i radości!Niechaj Cię więcej nikt nie wszystko, co się wokół dzieje,niech niesie radość i nadzieję.– W dniu świątecznym drogi Tatku,wypłyń gdzieś na marzeń spełniać Twe życzenia,dzień dzisiejszy wszystko święto Twoje,więc pożegnaj troski, znoje!Cytaty o tacie, które można wykorzystać do życzeń z okazji Dnia Ojca:– Kocham mojego z ojcem na jest tyle słońca,Wtedy nigdy nie z tatą do parkuAlbo idziemy nad Wisłę,Bawimy się w chowanego,W zielone gramy listkiem – Tadeusz Kubiak, z wiersza „Kocham Go!”.– Wysokie czoło, a nad nim zwichrzoneWłosy, na które słońce z okna ojciec jasną ma z puchu koronę,Gdy wielką księgę przed sobą wzorzysta jak na czarodzieju,Zaklęcia głosem przyciszonym są dziwy, co w księdze się dzieją,Dowie się, kogo Bóg czarów nauczy – Czesław Miłosz, z wiersza „Ojciec w bibliotece”.Zadbaj o swoje naturalne piękno!Materiały promocyjne partnera Napisany zza więziennych krat. „Budzę się Nie słyszę krzyków moich dzieci, nie słyszę ich kłótni. Nie wskakują mi do łóżka, nie budzą mnie ich śmiechy, ani ich złości. Przez chwilę zastanawiam się czy może coś im się stało i czy wszystko z nimi w porządku. Później jednak wszystko sobie przypominam. Widzę szary sufit i odrapane ściany. Jestem sam w zimnej celi. A moje dzieci, moja rodzina jest tam. W domu. Pewnie w tej chwili córka właśnie przygotowuje się do szkoły, a syn do przedszkola. Pewnie kłócą się o dostęp do łazienki. Pewnie młodszy nie chce się ubierać, bo chce się jeszcze pobawić, a jego starsza siostra znowu zapomniała zadania domowego i odrabia ja z rana. Pewnie ciągle się spieszą. Pewnie nie chcą myć zębów lub wybrali sobie jakieś dziwne ubrania i uparli się, że pójdą właśnie w nich. Pewnie doprowadzają moją żonę do szaleństwa. Brakuje mi każdej takiej chwili. Każdej jednej. Nie jestem Nie było mnie przy synu, gdy był pasowany na przedszkolaka. Gdy przy wszystkich innych dzieciach stali rodzice, on miał tylko mamę. Nie było mnie też przy córce, gdy była pasowana na ucznia. Nie było mnie na ich przedstawieniach, w których po raz pierwszy śpiewali publicznie, nie było mnie na jasełkach, ani nawet na Dniu Mamy i Taty, gdy specjalnie dla mnie wykonywali różne prace plastyczne. Nie widziałem ich tremy, ich zawstydzenia, ani ich radości, gdy im się udało. Oni też mnie nie widzieli i jeszcze długo nie zobaczą. Nie wiem co sobie wtedy myśleli, ale wiem, że czasem z tego powodu płaczą. Żona mi o tym mówi. Ona też płacze, chociaż o tym akurat nie mówi. Tak bardzo chciałbym być dla niej wsparciem. Nie będę Przez wiele lat nie będę w stanie pokazać córce kim jest prawdziwy ojciec, ani kochający mąż, aby mogła poznać jakie cechy powinien ktoś taki mieć. Nie zabiorę jej też na randkę, mimo tego, że zabierałem ją gdy była jeszcze mała. Pisze mi czasem w listach jak bardzo jej tego brakuje. Nie będę miał też możliwości wysłuchania jej wszystkich szkolnych historii, ani nie będę się z nią wspinać na drzewa, mimo, że zawsze zaśmiewała się do granic, gdy udawałem, że za nią wchodzę i „przypadkowo” zawsze spadałem. Nawet jej beztroski śmiech zaczął powoli zanikać w mojej pamięci. W jej pamięci pewnie niedługo też się zatrze, pozostawiając jedynie pustkę. Nie będę też ojcem, który wyciągnie syna na podwórko, aby pograć w piłkę. On też mnie nie wyciągnie i nie spędzimy całego dnia na boisku, chociaż wiem, że to uwielbia. Przez wiele lat nie zagram też z nim w grę planszową, ani nie przytulę go w środku nocy, gdy obudzi go koszmar. Nie przygotujemy też wspólnie śniadania, aby zrobić niespodziankę naszym dziewczynom. Mój syn nie będzie miał w domu wzorca, do którego będzie mógł dążyć. A ja nigdy nie będę w stanie zamazać wspomnienia, gdy pierwszy raz zapytał mnie: „tatusiu, dlaczego już nas nie kochasz?”. Wiecie czego najbardziej żałuję? Najbardziej żałuję tych wszystkich cholernych dni, kiedy mówiłem moim bliskim, że dzisiaj nie mam ochoty spędzić z nimi chwili i wybierałem coś łatwiejszego. Może nie mówiłem tego wprost, ale tak było. „Jestem zmęczony”. „Nie dzisiaj”. „Następnym razem”. „Może w weekend”. „Już się dzisiaj z wami bawiłem”. „Zrobimy to kiedy indziej”. I wiecie co? Możecie sobie mówić, że czasami człowiek rzeczywiście jest zmęczony, że rzeczywiście potrzebuje czasu dla siebie i że rzeczywiście potrzebuje odpoczynku. Jasne, możecie. Ja jednak jestem obecnie w sytuacji, w której doszedłbym do granic moich fizycznych możliwości, a później szedłbym jeszcze dalej, aby chociaż jeden raz utulić moje dzieci do snu i zapewnić je, że wszystko będzie dobrze. Żeby choć jeden raz zobaczyć w ich oczach miłość i dać im poczucie, że tatuś jest tuż obok i że mogą spać spokojnie. Nie ruszyłbym się od nich na milimetr przez całą noc, przytulając do siebie żonę, która przez tą całą sytuację musi dźwigać ciężar większy, niż powinna. Jest silna, wiem, ale wiem też, że nie zamieniłaby takiego wieczoru na nic innego. Przekroczyłbym wszystkie granice, aby zaznać jednego wieczoru normalności. Jednego wieczoru w rodzinie, wśród bliskich. Jednego wieczoru tak cholernie niedocenianego na codzień przez tak wielu ludzi. Dlatego też będąc w tym miejscu wyrzucam sobie każde „jestem zmęczony”, bo obecnie jeśli miałbym dość siły, aby się chociażby wypowiedzieć te słowa, to znaczy, że miałbym dość siły, by spędzić chwilę z moimi bliskimi, gdy akurat tego potrzebowali. Przecież nie potrzebowali mnie aż tak często, więc dlaczego nie mogłem dla nich być, gdy o to prosili?! Dlaczego nie widziałem tego, że przecież mogę to wszystko stracić w jednej chwili? Zresztą nie ja jeden. Każdy może to stracić. Jak tu trafiłem? Pewnie powinienem od tego zacząć, ale sądzę, że wtedy nie dotrwalibyście do tego momentu. Był zwyczajny letni wieczór. Słońce dzieliło się jeszcze z nami swoim blaskiem, chociaż ono samo nie było już widoczne. Wracaliśmy do domu z rodzinnego spaceru. Było nam dobrze. Nasz ostatni spokojny wieczór. Gdy weszliśmy do domu zobaczyliśmy jednak, że coś jest nie tak. Ktoś był w naszym domu. Wtedy też zaskoczyło na nas dwóch gości w kominiarkach i kazali nam oddać wszystko co mamy. Byliśmy gotowi to zrobić, bo jeden z nich miał nóż w ręce, ale wtedy drugi chwycił naszą córkę i przyciągnął do siebie. Nie wytrzymałem. Niewiele pamiętam z tego co było dalej, ale gdy przyjechała policja musieli mnie od nich odciągać. Dzieci podobno na szczęście też tego nie pamiętają. Jeden napastnik zmarł na miejscu, drugi w szpitalu po paru dniach. Początkowo nie żałowałem mojej decyzji. W końcu broniłem swojej rodziny, prawda? W moim domu? Zacząłem żałować dopiero wtedy, gdy usłyszałem wyrok. 10 lat więzienia za przekroczenie granic obrony koniecznej. Podobno takie wyroki rzeczywiście się zdarzają. Wtedy też całe moje życie rozsypało się w drobny mak. Straciłem wszystko, co miało znaczenie Nie chodzi mi tutaj o pracę czy szumnie rozumianą reputację. To przestało dla mnie mieć znaczenie w ułamku sekundy. Chodzi o moją rodzinę. Co prawda nie odeszli ode mnie, ale to w zasadzie nie ma większego znaczenia. Mój syn ledwo mnie pamięta. Córka pisze do mnie czasami, ale im dłużej tu jestem, tym rzadziej przychodzą listy. Żona… żona jest najlepszą żoną, jaką mogłem sobie wymarzyć, ale to nie zmienia faktu, że widzę jak diabelsko ciężko jej jest i chociaż wiem, że mnie nie wini, to wiem też, że czasami zwyczajnie nie daje rady. Nie chciałem dla nich takiego życia. Ktoś mógłby powiedzieć, że to „tylko 10 lat”. Przecież to nie dożywocie. I to niby jest prawda. Tylko że dla mnie każdy pojedynczy dzień w tym miejscu to istna tortura. W każdej z ponad 8 milionów minut, które spędzam tutaj, podczas gdy oni są tam, coś we mnie umiera. Nie dlatego, że jest tutaj jakoś specjalnie źle, lecz dlatego, że każda minuta tutaj, to jedna minuta podczas której mógłbym tworzyć wspomnienia razem z moimi najbliższymi, a zamiast tego coraz bardziej się od nich oddalam. Pamiętam, że dzień przed napadem strasznie się z żoną pokłóciliśmy W ostatnich miesiącach mało ze sobą rozmawialiśmy. „Nie było na to czasu”, tak sobie mówiliśmy. Kolejna wymówka dwojga ludzi ciągle biegających za kawałkiem pieprzonego papierka, za który wydaje im się, że będą sobie mogli kupić namiastkę marzeń. Nierealne marzenia ściętej głowy, a jednocześnie jakże popularne podejście w dzisiejszym świecie. Przedkładamy pieniądze ponad relację z bliskimi, by kupować przedmioty, które mają wypełnić pustkę powstałą w wyniku zaniedbanych relacji. Jakże bzdurne podejście. A jednak dokładnie to robiliśmy. Dopiero po czasie zorientowaliśmy się, że to jest błędne koło Ten jeden dzień „przed”, oboje byliśmy od rana w bojowych nastrojach i po powrocie do domu wybuchy były wręcz nieuniknione. To nie było nawet coś niezwykłego, bo zdarzały nam się kłótnie. Jednak tym razem żadne z nas nie miało zamiaru odpuścić. Wyrzuciliśmy więc z siebie wszystko co się dało. Wypomnieliśmy sobie wszystkie stare blizny i wszystkie świeże rany. Wszystko co tylko ślina nam na język przyniosła. Atmosfera była bardzo gęsta. Nie spaliśmy pół nocy i nie zapowiadało się na to, że jest szansa na jakiekolwiek porozumienie. W końcu, około 3 nad ranem postanowiliśmy, że nie chcemy tego. Że nie pisaliśmy się na taki związek i nie chcemy tak żyć. Że przecież związaliśmy się, jako kochający siebie ludzie i ci ludzie dalej tam w nas są, tylko się trochę pogubili. Wtedy też postanowiliśmy się, że odnajdziemy w sobie tych ludzi. Postanowiliśmy, że zmienimy nasze podejście do siebie i do naszej rodziny. Że zaczniemy ze sobą częściej rozmawiać, a mniej przejmować się pierdołami. Że praca jest dla człowieka, a nie odwrotnie. Że zaczniemy częściej rozmawiać z dziećmi i będziemy spędzać z nimi trochę więcej czasu, bo ostatnio były spychane na drugi tor. To właśnie tej nocy postanowiliśmy też, że będziemy wychodzić wieczorami na rodzinne spacery. Jak już wiecie, udało nam się wyjść jeden raz. Zapytam więc Ciebie, drogi czytelniku tego listu: Jeśli jesteś w podobnej sytuacji do mnie i też cały czas myślisz, że masz jeszcze czas na zmianę, to ile właściwie sądzisz, że masz tego czasu? Czy jeśli mówisz swoim bliskim, że spędzisz z nimi czas, ale nie dzisiaj, że jutro, że w weekend, to naprawdę nie dasz rady dzisiaj? A jak mówisz, że jesteś zmęczony, to rzeczywiście padasz z sił i nie masz siły na nic więcej? Czy po prostu nie masz czasu dla kogoś bliskiego, kto Cię potrzebuje, bo masz coś Twoim zdaniem ważniejszego lub ciekawszego do zrobienia? A co jeśli jutro coś ci się stanie? Co jeśli znajdziesz się na moim miejscu? Co jeśli umrzesz? Albo wylądujesz na wózku? Albo zostaniesz na resztę swojego życia przykuty do łóżka? Ty albo któryś z Twoich bliskich. Żona. Mąż. Dzieci. Co wtedy? Dalej będzie Ci szkoda tej jednej chwili dla nich? Dalej będziesz zmęczony? Nikt nie ma immunitetu na nieszczęścia. Brutalne? A Ty myślisz, że ja mam czas, aby się głaskać? Tacy ludzie, którzy marnują kolejne godziny, dni, a nawet tygodnie na płytkie rozmowy o niczym, na leżenie całymi popołudniami na kanapie, na bezsensowne przeglądanie Facebooka, na granie w durne gry na komórce, na oglądanie telewizji i na ciągłe narzekanie na wszystko dookoła – oni nie potrzebują głaskania. Oni potrzebują brutalności. Brutalnej prawdy. Terapii szokowej. Życie które mamy nie jest nam dane jako pewnik. „Jutro” może nigdy nie nadejść. Tylko w dniu dzisiejszym ponad osób w Polsce straciło życie. Na całym świecie ponad Cokolwiek odkładali na jutro, zabiorą to ze sobą do grobu. A Ty? Co Ty co ze sobą zabierzesz? Ja ze sobą zabiorę świadomość, że chociaż zawsze marzyłem o silnej relacji z moimi dziećmi, to jednocześnie zawsze odkładałem jej budowanie na później. Przecież zawsze mogłem z nimi jutro porozmawiać, jutro się pobawić czy jutro poczytać wieczorem bajkę. Podobnie z żoną. Marzyłem o tym, aby nawet po kilkudziesięciu latach szaleńczo ją kochać, ale jakoś zawsze te romantyczne chwile odkładaliśmy na kiedyś. Bo przecież to kiedyś miało w końcu nadejść. Dla mnie jednak i dla mojej rodziny te chwile nie nadejdą. Nie w najbliższym czasie. Niestety moje dzieci nie zapamiętają mnie jako ojca, który kochał je ponad życie i który uwielbiał spędzać z nimi czas. Zapamiętają mnie jedynie jako ojca, który był. Po prostu był. Ja już tego nie zmienię. Ty możesz Nie piszę tego listu dla siebie. Piszę go, bo mam nadzieję, że chociaż do jednej z osób, które żyły dokładnie tak jak ja, ten list dotrze i ten ktoś go przeczyta. Teraźniejszość jest wszystkim co mamy. To właśnie teraz mamy szansę na rozmowę z partnerem. Teraz mamy szansę na zabawę z naszym dzieckiem. Teraz mamy szansę na zrobienie czegoś, co będzie miało rzeczywiste znaczenie. Teraz mamy szansę na zrobienie czegoś, co wniesie wartość w życie nasze i naszych bliskich. To właśnie teraz mamy szansę na podjęcie decyzji, których nie będziemy za kilka, kilkanaście lat żałować. Teraz, nie jutro, mamy szansę na nie zmarnowanie sobie życia. Teraz, dzisiaj, w tej w chwili. Mówisz, że jutro też można? Mam szczerą nadzieję, że po przeczytaniu tego listu wiesz już, że jutro nie zawsze nadchodzi.” List jest fikcją literacką i został napisany wyłącznie na potrzeby tego wpisu. Wszelakie podobieństwo do rzeczywistych osób jest przypadkowe. Prawa do zdjęcia należą do Federica.

list córki do ojca